Przepis
na najlepsze ostrygi w tym wszechświecie
Jest szósta nad ranem, właśnie kończy ci
się sobota i chodnik nieco faluje pod nogami. Właściwie to płyniesz do domu,
parujesz wypitą muzyką, a alko wciąż szumi basami, jak ocean pełen fruits de mer. Poranek jest trzeźwy i
patrzy z zazdrością. Już niemal witasz się z kacem, wyciągasz rękę i już prawie
zbijacie piątkę, gdy ratują cię Kapucyni. I choć świat wciąż bardziej
przypomina rozlane po imprezie morze, jesteś ocalony, przypływają ostrygi i
przeganiają kaca.
Uwaga. Podaję przepis na najlepsze w tym
wszechświecie ostrygi:
1. Dobra
impreza.
2. Samolot do
Bordo. (Kolejność punktów 1 i 2 jest dowolna.)
3. Ostrygi na Marché
des Capucins.
Ostryga to
pierwsza dama mięczaków. Prawdziwa ekstraklasa. Według znawców – najekskluzywniejszy
i najsmaczniejszy z owoców morza. A wrażenie potęguje fakt, że na pierwszy rzut
oka wcale nie wygląda zachęcająco. Piękna i bestia w jednej ostrydze.
Mają brzydkie,
szare, karbowane muszle o ostrych krawędziach, ale wiadomo, to wnętrze ma
znaczenie. Osiągają średnio rozmiary 10-20 cm, jednak zdarzają się też i
olbrzymy do ponad 40 cm. Muszla jest szczelnie zamknięta, zwęża się ku jednemu
z końców i otwiera się ją najlepiej przy pomocy specjalnego noża. Po
przełamaniu siły nogi sklejającej dwie „skorupki”, ostrygę delikatnie się
otwiera, wypukłą część trzymając ku dołowi i uważając, by nie wylać wody
znajdującej się w środku. Wewnętrzne powierzchnie są gładkie i perłowe, mięso
mięczaka zaś kremowo-szare, z odcieniem arystokratycznego błękitu.
Świetnie leczą
kaca, są bogate w cynk, jod, selen, magnez i żelazo oraz witaminy z grup E, B i
D. Poza tym – to samo białko. Sławne są także ze swoich silnych właściwości
jako afrodyzjak. Kac, Afrodyzjak, Siła – KAS, zapamiętajcie sobie. KAS jak
Casanova, który był jednym z największych fanów ostryg i zjadał ich 60 każdego
dnia. Serio, gdyby osryga startowała w wyborach, jest pewne, że wygrałaby i
została królową. Przynajmniej Francuzów. 95% europejskiej hodowli tych
sympatycznych żyjątek pochodzi właśnie z metropolitalnej części Francji.
![]() |
| Ostrygi na Marché des Capucins. |
Jada się głównie
dwa gatunki – Crassostrea gigas (98%
) lub Ostrea edulis (2%) – a
dokładnie są to osiadłe małże niskoskrzelowe z rodziny ostrygowatych. Występują
po obu stronach Oceanu Atlantyckiego i w Morzu Śródziemnym, bytując na
przybrzeżnych skałach na głębokości kilku metrów. We Francji hoduje się je przede
wszystkim na zachodnim wybrzeżu – od Bretanii po Akwitanię (stolicą tego
regionu jest Bordeaux). I to tutaj ostrygi uznawane są za te najlepsze.
Sezon na te
owoce morza to przede wszystkim druga część jesieni, zima i wiosna. Tradycyjnie
spożywa się je w święta Bożego Narodzenia, kiedy to każdy – mały i duży, stary
i młody – bez wyjątku pałaszuje ten przysmak. We Francji to tak samo naturalne, jak
u nas uszka z kapustą i grzybami.
![]() |
| Specjalny nóż do ostryg. |
Mięczak dla
twardzieli, bo ostrygi je się świeże. Świeże, czyli w tym przypadku wciąż żywe.
Czasami wesoło machającą stopą na przywitanie. Widelczykiem delikatnie odrywa
się ją od muszli i ostrożnie, uważając, by nie wylać cennej przefiltrowanej
przez zwierzę wody, połyka się wszystko na raz. Nie gryzie. Na chwilę gości się
ją w buzi, gładzi językiem i smakuje. Czujemy ocean, czyli sól, świeżość i
odrobinę słodyczy. Unikalne doznania do spróbowania choć raz w życiu. Całość
najlepiej przegryzać bagietką z masłem i lekkim białym winem. Można je też –
tak jak ryby – kropić sokiem z cytryny, ale osobiście nie jestem fanem tego sposobu
jedzenia. Poza tym utleniające właściwości soku z cytryny niszczą całą zawartą
w zwierzaku witamnę E.
Nie należy
jednak zapominać, że zawiera ogromne ilości morskiej (oceanicznej!) wody, która
jest zwyczajnie słona. Teoretycznie dostarcza więc duże ilości NaCl szkodliwego
w nadciśnieniu tętniczym i – o, biedni nieszczęśniccy! – u ludzi z tym
schorzeniem zaleca się stanowczy umiar w spożyciu ostryg. Zdarzają się przypadki
przełomów nadciśnieniowych u chorych na tę przypadłość, którzy zanadto sobie pofolgowali.
W Bordo najlepsze
ostrygi są na Marché des Capucins. Wyłowione tego samego dnia w basenie Arcachon, wciąż żywe i nieśmiało
schowane przed światem (miarą świeżości ostryg jest ich siła sczepiająca obie
połówki muszli), dostarcza się je na targ Kapucynów, gdzie czekają, by
przegonić twojego kaca. Czekają obok feerii regionalnych i egzotycznych
produktów spożywczych. Marché des Capucins
położone w Saint-Michel –
dzielnicy arabsko-afrykańskiej to niezwykły melanż smaków i zapachów. Pierwszy
targ odbył się tutaj 1749 roku i od tamtej pory mniej lub bardziej regularnie
nie przestaje karmić mieszkańców Bordeaux (click w link!).
Raczy nas tam wszelkiego rodzaju produktami spożywczymi, począwszy od pieczywa,
przez mięsa, fruits de mer,
tradycyjne owoce, kończąc na wypiekach i kolorowych przyprawach. Szczególnie
tłoczno i gwarnie jest tutaj właśnie w niedzielne poranki i południa, gdzie ochoczo
ściągają całe rodziny, by zjeść śniadanie i napić się kawy lub zacząć dzień
dobrym apéro.
![]() |
| Marché des Capucins. |
Talerz ostryg w
towarzystwie bagietki z masłem i kieliszka białego wina kosztuje około 7 €, a
więc mniej więcej tyle ile we Francji kosztuje paczka fajek. Czyli – jak na względnie
ekskluzywny towar – cena zupełnie promocyjna. A jakość jest pierwszej próby.
Świeższe ostrygi można chyba tylko kupić u rybaków i hodowców, zaglądając im do
siatek. Będąc w tym rejonie Awkitanii grzechem jest nieskorzystanie z takiej okazji.
Otwarty w każdy
dzień targ to pomysł na śniadanie lepszy niż Nutella. Można wpaść samemu, by
coś szybko przekąsić, można zrobić zakupy i potem przygotować coś w domu, można
też przyjść z przyjaciółmi i popływać w oceanie z ostrygami.
![]() |
| Śniadanie na Capucins. |
W
Bordo miałem to szczęście, że mieszkałem w owej dzielnicy mieszanej
arabsko-afrykańskiej – w Saint-Michel.
Wspaniała sprawa – wszystkie te głośne mini-knajpki na każdym kroku, hałaśliwy,
ale i śpiewny francuski na ulicach i więcej zabawy w powietrzu niż tlenu. Trochę
jak getto, a trochę jak enklawa dla kolorów, smaków i zapachów. A w samym
środku, niemalże naprzeciwko moich okien – targ Capucins.
Jest
szósta nad ranem, właśnie kończy mi się sobota i płynę do domu. Sąsiedzi
Kapucyni zapraszają, mówią, że świeże ostrygi machają wesoło nóżkami. A więc dzień
dobry, już posmarowałem wami bagietkę.
Michał Erazmus




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz